Świt Jedności część 7 - pierwsza misja Jonasa

Pierwsza misja Jonasa nie zaprowadziła go do lśniących metropolii, lecz w mroczne, skaliste ostępy dawnych Gór Skalistych, do miejsca zwanego „Enklawą Milczenia”. Była to jedna z kilkunastu stref na świecie, które oficjalnie odrzuciły zwierzchnictwo "Aury" i Rady Planetarnej, ogłaszając się „ostatnimi bastionami wolnej ludzkości”. Ludzie tam żyjący, odcięci od darmowej energii i globalnej sieci medycznej, próbowali odtworzyć życie z początku XXI wieku – życie oparte na spalaniu drewna, prymitywnym rolnictwie i, co najgorsze, na głębokiej nieufności wobec wszystkiego, co znajdowało się poza ich zasięgiem wzroku.

Jonas lądował na obrzeżach Enklawy nie lśniącym transportowcem, lecz pieszo, ubrany w prosty, szary płaszcz, niosąc jedynie terminal komunikacyjny i pakiet medyczny. Wiedział, że pojawienie się jakiejkolwiek zaawansowanej technologii zostałoby uznane za inwazję. Już po kilku kilometrach marszu poczuł zapach, o którym zdążył zapomnieć w sterylnym świecie Typu 1: gryzący dym z ognisk i ciężki odór choroby. Enklawę trawiła gorączka borealna – zmutowany wirus, który w zunifikowanym świecie zostałby zduszony w zarodku przez nanoboty Aury, ale tutaj, w izolacji, zbierał krwawe żniwo.

Został zatrzymany przez straż na zardzewiałym moście. Lufy starych karabinów wycelowane w jego pierś przypomniały mu o dawnym życiu, ale tym razem nie czuł adrenaliny, lecz głęboki smutek. Rozpoznał dowódcę straży – to był Silas, jego dawny zastępca, człowiek, który kiedyś ślepo wierzył w każde słowo Jonasa o „globalnym spisku”. Silas wyglądał teraz na starszego o dwadzieścia lat; jego oczy były podkrążone z niewyspania, a dłonie drżały. „Przyszedłeś nas dobić, Jonas? Przeszedłeś na stronę maszyn?” – wycharczał Silas, nie opuszczając broni.

Jonas uniósł puste dłonie, robiąc krok do przodu, ignorując ostrzegawcze przeładowanie broni. „Nie przyszedłem jako żołnierz, Silas. Przyszedłem jako ktoś, kto przestał być więźniem własnego dowodu osobistego i strachu” – powiedział spokojnie, używając słów, które Elara zaszczepiła w jego umyśle. „Twoje dzieci umierają na gorączkę, którą mogę zatrzymać jednym impulsem z tego terminala. Nie proszę cię o poddanie się. Proszę cię, żebyś pozwolił im stać się częścią czegoś większego niż ten brudny kawałek ziemi, którego tak kurczowo się trzymasz. Aura to nie jest rząd, to system podtrzymywania życia dla nas wszystkich”.

Przez długą chwilę panowała cisza, przerywana jedynie kaszlem dobiegającym z pobliskich chat. Jonas widział walkę toczącą się w oczach Silasa – starcie między dumą a instynktem przetrwania. To był moment krytyczny dla mediatora Typu 1: udowodnić, że potęga cywilizacji nie polega na narzucaniu woli, ale na oferowaniu bezpieczeństwa bez żądania posłuszeństwa. Jonas nie czekał na pozwolenie; usiadł na ziemi, kładąc przed sobą pakiet medyczny. „Zabij mnie, jeśli wierzysz, że to uratuje twoich ludzi. Ale jeśli choć raz poczułeś, że bycie 'obywatelem świata' znaczy więcej niż bycie strażnikiem ruin, weź to i uratuj swoje córki”. Silas powoli opuścił karabin, a Jonas poczuł, jak pierwszy mur Enklawy Milczenia zaczyna pękać, nie pod wpływem energii gwiazd, lecz pod wpływem prostego, ludzkiego wyboru.



0
0
0.000
0 comments